Zepsułam wózek.
Zacznę od tego, że trzymam go w samochodzie z powodu niemożności wciągania go za każdym razem na trzecie piętro. Gondola na siedzeniu, rama z kołami w bagażniku. No i chyba za mocno domknęłam bagażnik. Pękły dętki w dwóch kołach. Już zamówiłam nowe i czekam aż je przyślą. Jestem sama bo eM w delegacji. Musiałam wyjść do sklepu po zakupy...
Wygrzebałam z szuflady chustę. Od dawna chciałam zacząć jej używać, ale cały czas bałam się, że nie umiem jej poprawnie zawiązać. Okazuje się, że potrzeba matką itd. Znalazłam w internecie instrukcję, zawiązałam, włożyłam Frania. Śmiał się jakby to była świetna zabawa. Poszłam do sklepu. W połowie drogi Franio zasnął przytulony, opatulony, ukołysany, szczęśliwy. Pani w sklepie patrzyła na mnie jak na ufo, ludzie na ulicy oglądali się z zaciekawieniem/politowaniem. Jedna pani zapytała: czy to na pewno wygodne? Czułam się dziwnie. Wydawało mi się, że noszenie dziecka w chuście już u nas spowszedniało, że już nie budzi takiej sensacji. W czasie całej wycieczki uśmiechnął się do mnie tylko jeden mężczyzna. Na jego klatce piersiowej, w chuście, spała smacznie słodka blond piękność w wieku lat około dwóch :)
Bardzo dobrze! Chusty connecting people!
OdpowiedzUsuń