poniedziałek, 5 września 2011

po deszczu

Dzisiaj cisza.
Widać osiedle odsypia weekendowego kaca.
Wyszłam na balkon rozsmakować się powietrzem po deszczu. Tak. Powietrze dziś decydowanie nie tylko pachnie, ale i smakuje. I wiatr szumi. Po deszczu został już tylko ten ulotny smak i zapach.
I mokry balkon.
Znowu sama, znowu eM w delegacji. Cisza. Franio śpi. Ja tęsknię.
A propos tęsknoty... w sobotę byłam popracować. Fajnie. Zbyt długo moje ręce były czyste i bardzo już tęskniłam za tym, żeby je ubrudzić. Ale w pracy... siedziałam rozbełtana mieszanymi uczuciami. Tęskniłam za chłopakami. Nie martwiłam się, bo eM świetnie sobie daje radę z Franiem, tylko tak zwyczajnie tęskniłam. Czy tęsknota zawsze jest zwyczajna? Hm... wyobrażam sobie, że jak Franio pójdzie do przedszkola (o żłobku na razie nie chcę myśleć) to moja tęsknota będzie nadzwyczajna.
Nadzwyczajniej w świecie przesadzam, oczywiście, jak zwykle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz