czwartek, 1 września 2011

zmęczone szczęście

Rany, jaki ból stóp. Jeszcze nie chce mi się spać. Jeszcze napiję się zimnej wody i zjem lodowatego big milka.
Zmęczona, ale szczęśliwa. Franek dziś dawał w kość, ale też uśmiechał się tyle razy, że moje serce oblepione jest miodem. Jeżeli dobrze podejrzewam i zaczynają mu iść zęby, to trzeba się będzie uzbroić w archanielską cierpliwość i zebrać w sobie maksymalnie wiele siły.
Kilka dni temu na spacerze, jak jeszcze działał wózek, zachwycił mnie szum podsuszonych nieco traw. Taka cudna piosenka błagalna o deszcz. Dziś uświadomiłam sobie, że od tamtej pory jeszcze nie padało i zaczęłam się zastanawiać, czy te trawy jeszcze żyją... czy za chwilę już przyjdzie jesień i szumieć będzie tylko deszcz? U nas w mieszkaniu już dzisiaj padało. Znaczy Franio usypiał przy dźwięku deszczu z owieczki.
Dzisiaj w telewizji widziałam pana, który w Stoczni krzyczał "mordercy są na wolności!" a w kąciku jego ust zbierała się wściekła piana. Jak ten pan dostanie się do sejmu, to znowu będzie wesoło. On wygląda na takiego, co będzie okupował trybunę sejmową non stop. Może nawet się do niej przykuje... Jakiej Polski doczekają nasze dzieci? Czy ciągle będą w niej krzykacze opętani nienawiścią i z pozoru łagodni cwaniacy głoszący miłość powszechną? Czasami, to chcę na małą wyspę, gdzie nie ma państwa. Czasami tak obce jest mi pojęcie patriotyzmu... i chyba jestem anarchistką...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz